22

Maj

2017

Guardians of the Galaxy vol.2

Filmowe sequele mogą stanowić dla twórców wyzwanie. Bo często, ciężko jest po raz drugi stworzyć warunki, które gwarantowały sukces oryginału. Tym bardziej, że nie chodzi tu o po raz kolejny stworzenie tego samego filmu, a czegoś nowego, co reprezentowały podobne walory. W dodatku jeśli pierwowzór był rzeczywiście dobry, to istnieje presja, by nie zepsuć tego, co już działało. Guardians of the Galaxy było dość osobliwą komedią, na której finale zrywałem boki. Jednocześnie było jednym z filmów akcji, które stanowią część filmowego uniwersum Marvela. Potencjał na porażkę był więc spory.

Kliknij na logo, aby przejść do pełnej recenzji



22

Maj

2017

Wrocław 2107

Ćwiczę photobashing. Dawno, nie robiłem nic tą techniką i w sumie mam tylko jeden obrazek, który wykorzystuje zdjęcia. Co do tematu, to wrocław w 2107 buduje się głównie w dół.



18

Maj

2017

Napoleon

Super History Brawl: Time Warrior, jakbym miał umiejętności, to bym zrobił grę o takim tytule. W niej pojedynkował by się postacie historyczne. Jako, że umiejętności wystarczających nie mam, to moja bijatyka, musi ograniczyć się do projektów graficznych. Pomyślałem, że pierwszą postacią w rosterze powinien być Napoleon, jako że ostatnio słuchałem podcastu, w którym miał on swoje miejsce.



17

Maj

2017

Tuszday #21

Chciałem narysować gościa, który wyglądałby jak wyciągnięty z bijatyki. Przez co automatycznie zajechało japońszyzną. Chyba zrobię sobie serię obrazków prezentujących znane historyczne postacie, jako bohaterów gry w stylu Street Fightera. Chciałem to zrobić już jakiś czas temu, ale zawsze miałem lepsze rzeczy do rysowania.



16

Maj

2017

Tuszday #20

Pewnie wieczorem wrzucę jeszcze jeden obrazek. Teraz wybieram się na Strażników Galaktyki vol.2. Stąd na razie wrzucam jeden obrazek, a później chętnie jeszcze zrobię kolejny.



12

Maj

2017

Tuszday #19 (zbiorczy)

Mój komputer wciąż nie jest do końca sprawny. Utraconych danych, nie uda mi się odzyskać, ale jakoś to przeżyje. Czas zająć się obrazkami, które gdzieś w międzyczasie zacząłem tworzyć, kiedy nie mogłem normalnie pracować. Zacząłem też pisać opowiadanie, ale na razie nie jest ono w formie, którą można by pokazać szerszej publiczności (bo cholernie mało napisałem), stąd jeszcze go nie publikuje. Wytrwali mogą je znaleźć na stronie, trzeba jednak trochę pokombinować, a podpowiedź nawet znajduje się w galerii poniżej.



7

Maj

2017

Lepiej późno niż wcale #3

Nie spodziewałem się, że napisze o tym tak szybko, ale tekst sam się pisał, więc postanowiłem nie czekać na jego publikację. Tym razem coś z zupełnie innej epoki.

Gry planszowe nie są zbyt wdzięcznym materiałem na ekranizację. Zazwyczaj nie mogą pochwalić się zbyt dużą głębią fabularną, z rzadka rozbudowanymi światami, czy postaciami. Koncentrują się na rozgrywce, która stanowi ich kluczowy element. Zapewne, można by dziś znaleźć paru kandydatów, którzy mogli by z powodzeniem przejść tranzycję z roli gry planszowej na film, ale nie było by to łatwe. Zważywszy na to, iż planszówki zdołały dopiero niedawno wypełznąć z niszy (choć to wciąż produkt niszowy), którą interesowałyby się tylko największe nerdy, zadanie to musiało być jeszcze trudniejsze w roku 1985. Wtedy powstał pierwszy dobry film oparty o grę planszową, może jedyna dobra ekranizacja planszówki, może jedyna naprawdę dobra adaptacja jakiejkolwiek gry, w ogóle – Clue.

Kliknij na logo powyżej, aby przejść do pełnej recenzji.



6

Maj

2017

Lepiej późno niż wcale #2

Kontynuuję podróż przez filmy, które swoją premierę miały już jakiś czas temu. Na razie wciąż przemieszczam się po zeszłorocznych premierach kinowych, ale już niedługo zapuszczę się w i dalej, może nawet w lata 80-te.

Kiedy w 2014 roku na ekrany wchodził Teenage Mutant Ninja Turtles, będące nową kinową adaptacją popularnej przed laty marki, byłem trochę zniesmaczony. Po pierwszym trailerze, który prezentował tytułowe żółwie, jako brzydkie, pseudorealistyczne komputerowe monstra, a do tego importował najbardziej drewnianą aktorkę z innej, znanej z kreskówek marki, którą przygarnął Michael Bay, zdecydowałem, że do kina się nie wybieram. Zapowiadała się powtórka z Transformersów i tym właśnie  były nowe Żółwie Ninja. Kiedy ostatecznie obejrzałem ten film, nie miałem najlepszej opinii o nim. Efekty specjalne były brzydkie, aktorstwo drewniane, a zachowanie głównych bohaterów widowiska, irytujące. Nie polecam tego filmu nikomu. Z tego te powodu postanowiłem ominąć kinową premierę kontynuacji hitu z 2014 roku, kiedy jednak Teenage Mutant Ninja Turtles: Out of the Shadows (bo wstawianie 2 w tytule przestało być modne) pojawiło się na HBOGO i akurat miałem humor na obejrzenie jakiegoś złego, głupiego filmu, to stwierdziłem, że nie jest to najgorszy kandydat na wieczorny seans.

Kliknij na logo filmu, aby przeczytać pełną recenzję.



2

Maj

2017

Lepiej późno niż wcale #1

Ostatnio stwierdziłem, że skoro obejrzałem już film, to mogę napisać na jego temat parę słów. Nawet jeśli od czasu jego premiery minęło trochę czasu. Los chciał, że miałem trochę wolnego czasu, w związku z tym iż  maszyna, która służyła mi do pracy odmówiła posłuszeństwa. Edytor tekstu nie potrzebuje jednak zbyt dużej mocy obliczeniowe, stąd pisanie nie stwarza mi zbyt wielu problemów.  Dlatego popełniłem tekst na temat Ghostbusters 2016.

Film ten był w zeszłym roku elementem wojny propagandowej. Nie da się ukryć, że jakaś tam mała bitwa płci się wokół niego rozgrywała. Dziś jakoś ta cała wrzawa przebrzmiała, ja praktycznie o tym zapomniałem, prawie też zapomniałem, że ten film istniał i gdyby nie to, że pojawił się na HBOGO, to pewnie trochę jeszcze czasu by minęło, zanim bym po niego sięgnął. Trailer, o którym wspominałem jakiś czas temu, nie nastawiał mnie specjalnie pozytywnie do tego seansu, podobnie jak większość internetowych recenzji. Z drugiej strony, czasem potrafię się nawet dobrze bawić na złych filmach. Stąd zanurkowałem w odmęty kina niskich lotów i przekonałem się na własnej skórze, czy za parę lat kobieca wersja Ghostbusters nie będzie uznawana za jakiś ukryty klejnot, który został niesprawiedliwie potraktowany podczas swej premiery.

Aby przeczytać pełną wersję tekstu, kliknij na obrazek powyżej.



1

Maj

2017

Kończ waść

Spoglądając na listę filmów, jakie chcę obejrzeć i na kinowe premiery w ciągu paru ostatnich lat mam wrażenie, że co raz więcej jest filmów, które na siłę starają się wydłużać swoją długość. Ponad dwu godzinny czas trwania obrazu, zdaje się być normą i chyba próbuje być usprawiedliwieniem dla wysokich cen biletów. Problem w tym, że nie odnoszę wcale wrażenie iż dłuższe filmy, są w jakiś sposób lepsze, a czasem odnoszę wręcz wrażenie, że gdyby niektóre ekipy się nimi zajmujące, postanowiłyby jednak pozbyć się odrobiny materiału, zyskałyby lepszy produkt. Choćby ostatnio zacząłem się zastanawiać, czy faktycznie, reżyserskie, dłuższe wersje Władcy Pierścieni, są faktycznie lepsze, czy może oferują jedynie parę dodatkowych scen, które nie specjalnie pomagają całości, a jedynie powodują, że ciężej wysiedzieć na seansie bez wizyty w toalecie. Całe szczęście trend, w którym historie dzielono na wiele filmów, czego ofiarą był  Hobbit, umarł już parę lat temu, ale wciąż się zastanawiam, czy nawet najprostsze filmy akcji, muszą trwać przez ponad 2 godziny. Szczególnie, że gdy ostatnio oglądałem Grawitację, trwającą trochę ponad półtorej godziny, która zostawiła mnie z uczuciem satysfakcji. Film, kompletnie pozbawiony był niepotrzebnych elementów, był zwięzły. Był tak długi jak potrzeba i nie potrzebuję jego wersji reżyserskiej, bo wątpię by cokolwiek poprawiła, a wiele mogłaby zepsuć. Zresztą, Batman v Superman wersję reżyserską otrzymał i w moim mniemaniu, wciąż nie jest to dobry film. Bycie zbyt długim dla własnego dobra, jest zresztą problemem, który bardziej jak do filmów, może tyczyć się do gier komputerowych, które sztukę wypełniania czasu bezsensowną zawartością opanowały niemal do perfekcji. Podobnie jest z komiksami, rozciągającymi dobrze sprzedające się historie na tak wiele tomów, że w końcu przestaje mieć ona sens i wtedy potrzebny jest nagły reset uniwersum. Problem kiedy skończyć tyczy się każdego medium. I może to własnie odróżnia prawdziwe arcydzieła, od tworów przeciętnych. Dobre wyczucie tego, kiedy skończyć, by oszczędzić sobie wstydu.